Jeżeli wydaje Ci się, by napisać książkę wystarczy posiadać laptop i pomysł na treść, to się bardzo mylisz. Jak bardzo? To druga część case study jak napisać, wydać i sprzedać książkę samodzielnie i co ci jest do tego potrzebne.

O procesie powstawania mojej książki kulinarnej pisałam dokładniej w tym ARTYKULE. Dzisiaj napiszę Ci o tym, jak wygląda od środka cały proces pisania, fotografowania i wydania książki. Nie jestem oczywiście żadną ekspertką w tej dziedzinie, ale piszę Ci to wszystko, bo sama przeszłam przez ten proces samodzielnie. A dokładniej jestem w jego trakcie, bo książki właśnie są w składzie w grafika.

 

Myślałam, że pisanie i fotografowanie moich przepisów to będzie najbardziej czasochłonny i pracochłonny etap powstawania książki. Powielanie tych samych czynności każdego dnia, przez półtorej miesiąca, było bardzo żmudne i czasochłonne, ale wtedy nie wiedziałam jeszcze, ile pracy czeka mnie po skończeniu pisania i fotografowania.

 

Proces “po” napisaniu książki nie jesteś jakiś bardzo skomplikowany, ale wymaga dobrego planowania i sprawnej logistyki. A powiedzmy sobie szczerze, po pierwsze robię to pierwszy raz, po drugie: nigdy niczego nie zaplanowałam na dłużej niż miesiąc do przodu (mam na myśli np. warsztaty kulinarny). Dlatego planowanie własnego czasu w okresie maj-październik to w moim przypadku osiągnięcie porównywalne z wejściem na czubek góry lodowej. Nie przesadzam, przysięgam!

 

Przedsprzedaż książki zaczęła się tydzień temu, a więc wszystko już jest zaplanowane i idzie swoim torem, a mamy dopiero październik. Dla przypomnienia: KSIĄŻKĘ MOŻESZ KUPIĆ TUTAJ

 

Proces samodzielnego wydania książki długo dojrzewał w mojej głowie. Jeśli u Ciebie też kiełkuje taki pomysł, przemyśl dokładnie, jakich narzędzi i ludzi będziesz potrzebować, zanim podejmiesz ostateczną decyzję. Jak napisać, wydać i sprzedać książę samodzielnie?

Miałam swoje przejścia z wydawnictwami, o których piszę w pierwszej części artykułu. Po przeanalizowaniu wszystkich “za” i “przeciw” ostatecznie zwyciężyła u mnie decyzja o self publishingu.

Moja lista plusów i minusów wyglądała następująco:

za wydaniem książki samodzielnie:

  • całkowita kontrola przy tworzeniu przepisów, gotowaniu, fotografowania i pisaniu. Nikt mi nic nie sugerował, co miało miejsce już przy pierwszym kontakcie z wydawnictwem. „Jest moda na przepisy bez glutenu, może byś takie zamieściła?” – usłyszałam. A ja kocham gluten miłością wielką, więc rady wydawnictwa nie szły w parze z moimi poglądami.

 

  • totalna swoboda we wszystkim: promocji, postach, wydarzeniach i samym modelu sprzedaży książki. Hulaj dusza – piekła nie ma! I choć na bank przydałaby mi się pomoc doświadczonej kadry wydawniczej, to fakt, że robię to sama, jeszcze bardziej pobudził mój mózg do kreatywnego myślenia.

 

  • pełna kontrola nad grafiką książki i samą okładką.
    Problemem okładki w książkach kulinarnych zawsze jest sam autor. Ma być na okładce czy nie? Jeśli autor jest bardzo znaną postacią z telewizji, to wydawnictwo koniecznie chce go mieć na okładce, ale jeśli autor jest mało znany, to jest wręcz odwrotnie. Wydawnictwo chce apetycznego, ładnego zdjęcia, by książka “się sprzedawała”. Nie oceniam, czy jest wystarczająco znana, by być na okładce, ale to moja książką i sama zadecydowałam, że na okładce będę! Żadne zdjęcie dania nie odda mojego temperamentu czy charakteru tak dobrze jak ja sama.

 

  • większy zysk.
    W przypadku współpracy z wydawnictwem standardowe stawki negocjacyjne to około 10-15% zarobku (15% dostają najlepsi z najlepszych) od ceny okładkowej. Zatrzymaj się tu. Widzisz tę liczbę? Tak! Płacąc za książkę 49,99 zł, jej autor dostaje tylko 4,90 zł BRUTTO. A autor najczęściej jest przedsiębiorcą i płaci od tych 4,90 zł VAT 5% oraz podatek dochodowy 18%. Czyli zarabia na jednym sprzedanym egzemplarzu jakieś 3 zł! Jeżeli kolejnym razem zobaczysz w supermarkecie książkę za 25 zł,  pomyśl o autorze, który dostanie z jej sprzedaży 10%, czyli jakieś 1,50 zł. Według mnie to haniebnie mało. I nie piszę tego tylko dlatego, że tak jest (bo chyba się zgadzasz?) ale dlatego, że ilość godzin pracy, narzędzia i ludzka praca są nieproporcjonalnie wysokie. W self publishingu to autor decyduje, ile będzie kosztowała książka. Oblicza to na podstawie wszystkich poniesionych kosztów i ma w tej sprawie ostatnie zdanie.

 

za wydaniem książki z wydawnictwem:

  • nie trzeba płacić za wydruk książki z góry. Przy kilku tysiącach egzemplarzy są to naprawdę wysokie kwoty. Przy samodzielnym wydaniu i sprzedaży książki wszystkie te opłaty muszę wziąć na siebie. Ponoszę przy tym duże ryzyko, że zostanę z niesprzedanym nakładem, za który i tak już musiałam zapłacić. Gdy wydasz książkę z wydawnictwem, to ono decyduje o nakładzie i  ponosi ryzyko.
  • nie musisz interesować się procesem wydawniczym – redakcja, korekta, grafiki, zdjęcia, filtry, skład, korekta techniczna i redakcyjna itp. Tym wszystkim zajmuje się wydawnictwo i to wydawnictwo płaci ludziom za tę pracę, nie ja. Przy samodzielnym wydaniu wszystkie te wyżej wymienione procesy muszą być przeze mnie zlecone, skoordynowane i zapłacone.

 

Te dwa argumenty są dla mnie najważniejsze, ale pozostaje jeszcze jedna kwestia: wydając książkę z wydawnictwem, ukazuje się na półkach księgarń. Ale to już moim zdaniem kwestia ego i tego, co jest komu potrzebne. Ja lubię mojego bloga i moją społeczność i wierzę, że bez księgarni też dam radę!

 

PISANIE/REDAKCJA/DRUK

 

  • Napisanie książki

 

To jeden z dwóch najbardziej czasochłonnych okresów w projekcie. Pisałam książkę półtorej miesiąca. Codziennie robiłam zdjęcia i spisywałam przepisy. Odkładałam na bok wszystkie inne przyjemności. Więcej o pisaniu książki przeczytasz TUTAJ.

 

  • Pierwsza redakcja i korekta

 

Moja przyjaciółka Edyta jest niezastąpiona przy pisaniu dobrych treści i korekcie tego, co piszę. To ona zajęła się redakcją i współpracowała z profesjonalną korektorką Ewą Popielarz, z którą wymieniały się treściami. Dzięki temu ominął mnie proces dodawania przecinków i innych ogonków, poprawnej składni, ostatecznego wyglądu tekstu. Po prostu tego nie lubię i wiedziałam, że zlecenie tej pracy profesjonalnej osobie będzie jedynym właściwym rozwiązaniem.

 

  • Poprawki po redakcji

 

Po redakcji i pierwszej korekcie dostałam książkę z powrotem. Dzięki temu, że Edyta zna mój styl, a Ewa sama gotuje, nie było za wiele uwag i poprawek. To ważne w wyborze osób do współpracy!

 

  • Wybór papieru do książki i drukarni

 

W międzyczasie wysłałam do 10 wybranych drukarni zapytania o wycenę. Jak znalazłam te drukarnie? Szperałam w innych książkach! Na końcu każdej książki, w notce wydawniczej, jest informacja o drukarni. Podając drukarni tytuł książki jest ona w stanie sprawdzić parametry książki i na tej podstawie zrobić wycenę. U mnie nie było to takie proste – lubię ładne książki i chciałam, by moja też taka była. Musiałam wszystko zobaczyć, dotknąć. Umówiłam się w drukarni na spotkanie, by osobiście wybrać papier i rodzaj okładki.

 

  • Oprawa graficzna

Od początku wiedziałam, jak ma wyglądać moja książka. Lubię ładnie wydane, ale również praktyczne książki kucharskie. Takie, które są poręczne, intuicyjne. Dlatego składem zajął się Zuzanna Moroz która współpracuje z Bartkiem z Bukebuk. Zuzanna na podstawie moich wytycznych stworzył szablon książki. Plik tekstowy po ostatnich poprawkach dostała od Edyty, a obrobione zdjęcia dań dostała ode mnie. Dzięki temu drukarnia dostała od nas gotowy złożony plik. Całość od pierwszego kontaktu do gotowego projektu trwała 2 tygodnie. Pozostało już tylko nacisnąć wielki czerwony guzik.

 

  • Przygotowanie okładki

 

Prowadząc warsztaty kulinarne już kilka razy zaufałam fotograficznym umiejętnościom Jarka z Profifoto.pl. Oboje nadajemy na podobnych falach i świetnie się rozumiemy. Dlatego zdjęcie na okładkę powierzyłam właśnie jemu.

Wybrałam dwa najlepsze ujęcia i przeprowadziłam ankietę na mojej kulinarnej grupie na Facebooku- Kulinarne Nawigacje gotujemy razem online . Decyzję zostawiłam mojej cudownej społeczności. Książki nie robi się przecież dla siebie, ale dla czytelników. I to oni wiedza lepiej, która okładka do nich przemawia. Zadecydowali za mnie:)

  • Numer ISBN

 

Książka, która posiada numer ISBN, jest objęta 5% podatkiem VAT, a nie 23% jak to ma miejsce w przypadku książki bez numeru. Jeśli chcesz wydać książkę, musisz mieć nadany numer ISBN. Jego nadanie powoduje, że drukując książkę w drukarni jesteśmy dla niej wydawnictwem i do każdego egzemplarza zostanie nam naliczony podatek VAT 5%. Jedynym warunkiem posiadania ISBN jest to, że trzeba oddać do państwowych bibliotek 17 egzemplarzy swojej książki. Nadanie numeru jest bardzo proste, wszystko można zrobić internetowo przez platformę e-ISBN.

 

  • Korekta techniczna

 

Korekta techniczna to taka forma poprawek, która sprawia, że książkę czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Nie ma zbędnych słów, myślników, czy innych bezsensownych zwrotów, które zakłócają czytanie i ogólny odbiór treści. Ten etap również należał do Ewy, która współpracowała z Edytą.

 

  • Ostateczna wersja książki i jej sprawdzenie

 

To zadanie sprzed zaledwie kilku dni. Jako iż jest to książka kulinarna, ważna dla mnie była jakość wydrukowanych zdjęć. Zależało mi, by drukarnia przesłała mi choć jedno zdjęcie wydrukowane na finalnym papierze. Jako, że jest to drukarnia offsetowa, to na jednym arkuszu mieści się 16 stron książki. Nie było możliwości wydrukowania próbnego egzemplarza, bo cena jego byłaby kosmiczna, ale pozwolono mi być przy pierwszym wydruku. Umówiłam się z drukarnią i widziałam pierwszy arkusz wychodzący z maszyny. Na tej podstawie zezwoliłam na druk całości.

 

  • Projekt zakładki do książki

 

Od początku chciałam, by książka miała 3 zakładki. To bardzo ułatwia pracę w kuchni. Zwykle książki mają wstążeczki, ale to bardzo podnosi cenę każdego drukowanego egzemplarza, a zaznaczając coś wstążeczkami i tak nigdy nie pamiętam, co to właściwie było. Dlatego w książce będą trzy zakładki adekwatnie do rozdziałów. Myślę, że to bardzo ułatwi codzienne gotowanie i pracę z moją książką.

 

  • Przygotowanie strony WWW książki

Książka ma nazwę spójną z moim blogiem, więc nie zakładałam dla niej osobnej strony. Na blogu utworzyłam dodatkową zakładkę, gdzie w momencie uruchomienia sprzedaży pojawił się bezpośredni link do jej kupienia. Książka pojawiła się również w zakładce SKLEP.

 

  • Makiety, mock-upy

W momencie tworzenia strony z ofertą sprzedaży nie miałam jeszcze książki fizycznie w rękach. Tak jak pisałam, cena wydruku jednego egzemplarza była kosmiczna. Dlatego posłużyłam się graficznym wyglądem książki, tzw. mock-upem i przeniosłam na grafikę to, jak będzie wyglądać finalnie.

 

  • Zebranie rekomendacji od moich czytelników i innych blogerów

 

Wysłałam książkę do 15 osób, wśród których byli moi stali czytelnicy oraz blogerzy, których cenię. Poprosiłam ich wprost o szczerą opinię. Wszyscy odebrali książkę z wielka radością, co bardzo mnie wzruszyło i utwierdziło się w przekonaniu, że ta cała droga była warta pracy, stresu i ryzyka.

 

  • Banery na blog, FB

 

Gdy rozpoczęła się sprzedaż, stworzyłam nowe banery promujące. Ważne, by aktualne grafiki pojawiły się nie tylko na fanpage czy grupie, ale również na prywatnym koncie. Osoby wydające coś samodzielnie często o tym zapominają.

 

  • Grafiki i plan postów na blog i FB

 

Już od sierpnia tworzyłam w kalendarzu Google plan postów i grafik na całą akcje przedsprzedaży i sprzedaży książki. To bardzo ważny punkt, bo w momencie uruchomienia sprzedaży chciałam się całkowicie poświęcić temu, co dzieje się wokół, a nie wymyślać na poczekaniu posty, które zakleją dziurę informacyjną.

 

  • Sklep

Na blogu kulinarnenawigacje.pl mam podpięty sklep. Nie mam sklepu zewnętrznego, więc jest mi trochę łatwiej na bieżąco kontrolować ruch. Wiedziałam, ile produktów mam fizycznie do sprzedania, dlatego mogłam wystawić książkę w konkretnej ilości i rozpoczynać sprzedaż!

Oferuję cztery metody płatności: karta, przelew zwykły, przelew PayU.

 

  • Przygotowanie zniżki

 

Książka aż do 8 listopada jest oferowana w modelu przedsprzedaży. Oznacza to, że płacisz za nią, ale wysyłka zostanie zrealizowana dopiero 8 listopada. To ważny aspekt wydania książki w modelu self publishingu, bo jestem w stanie już na etapie przedsprzedaży zebrać pieniądze na fizyczny wydruk książki.

 

W zamian za miesięczny okres oczekiwania proponuję tutaj rekompensatę: dostaniesz książkę z moim własnoręcznym podpisem, co w późniejszej sprzedaży nie będzie już możliwe. Całą logistyką, pakowaniem oraz wysyłka zajmuję się sama, by ograniczyć kolejne koszty związane z publikacją.

 

  • Promocja

 

Posty na Facebooka oraz bloga pisałam w trakcie korekty książki. Edyta z Ewą zajmowały się korektą, a ja po nocach tworzyłam treści na moje kanały Facebooka, bloga i Instagrama. Bardzo pomógł mi w tym harmonogram kalendarza google.

 

  • Wywiady i nagrania audio

 

Udało mi się nawiązać kontakt z kilkoma stacjami radiowymi i gazetami. Tak, podczas sprzedaży książki  będzie można mnie posłuchać i obejrzeć moja facjatę 🙂

 

  • Film promocyjny

 

Jarek, który robił zdjęcia okładkowe, był również odpowiedzialny za nagranie filmu promocyjnego. Powstał on z ujęć uchwyconych na targu, podczas mojego warsztatu i mojego życia codziennego.Filmowi towarzyszy treść, który jest również osobistym wstępem do mojej książki, to ciekawy sposób, by pokazać Tobie jak wyglądają kulisy całego kulinarnego przedsięwzięcia.

 

  • Podpisywanie gotowych egzemplarzy

Ostatnim etapem jest podpisywanie książki i złożenie autografu na Twoim egzemplarzu. To moje podziękowanie za to, że zdecydowałeś się kupić książkę w przedsprzedaży i dzięki temu wesprzeć mnie w całym tym wydawczym procesie.

Dziękuję, że jesteś i nie mogę się doczekać, aż zobaczymy się w Twojej kuchni!

Agnieszka

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Mogą Cię również zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie będzie opublikowany. Required fields are marked *